"Warto jest stawiać poprzeczkę wysoko" – Paweł Krasowski o rekrutacji

"Warto jest stawiać poprzeczkę wysoko" – Paweł Krasowski o rekrutacji

O lokalnym rynku, specyfice pracy w międzynarodowej firmie oraz zasadach skutecznej i nowoczesnej rekrutacji opowiada Paweł Krasowski, HR Manager z DataArt w Lublinie.

Zacznijmy od tego, w jaki sposób wygląda rekrutacja w DataArt. Przez jakie etapy przechodzi kandydat, zanim podejmie współpracę?

- Pierwszy test sprawdza znajomość języka angielskiego – to dla nas ważne, ze względu na to, że DataArt to międzynarodowa i wielonarodowościowa firma, w której całość komunikacji odbywa się właśnie w tym języku. Nasze biura są zlokalizowane m. in. w Nowym Jorku, Londynie, Petersburgu, Sofii czy Buenos Aires. Dodatkowo pracujemy głównie dla klientów z USA i Wielkiej Brytanii i to z nimi na co dzień rozmawiają nasi specjaliści. Kolejny etap związany jest bezpośrednio z technologią, którą zajmuje się kandydat. W grę wchodzą również rozmowy z przedstawicielami zespołu działającego po stronie klienta – to bardzo istotne – dzięki temu wszyscy mogą jasno przedstawić swoje oczekiwania i mamy pewność, że współpraca będzie przebiegała w dobrej atmosferze.

Jak na wieloetapową rekrutację reagują kandydaci?

- Spotykamy się z pozytywnymi opiniami na ten temat. Osoby, które do nas aplikują zwracają uwagę na to, że poprzeczka jest postawiona wysoko, ale „po drugiej stronie” czeka praca w ciekawych projektach realizowanych z użyciem topowych technologii. Wysokie oczekiwania mamy także w przypadku staży i praktyk, ale to także jest postrzegane przychylnie – chodzi o to, by dać szansę tym osobom, które chcą ciągle się rozwijać i szukają wymagających zadań, które procentują ogromną satysfakcją. Z drugiej strony - za tymi oczekiwaniami idą przecież zobowiązania w stronę klienta.

Najważniejsza rzecz dla specjalistów – projekty. Na jakie zadania mogą liczyć osoby, które chcą dołączyć do DataArt?

- Jak wspominałem, realizujemy projekty głównie na rzecz klientów w USA i Wielkiej Brytanii. Ma to swoje oczywiste plusy, zwłaszcza dla programistów z dłuższym stażem, pracujących na stanowisku Senior Developera. Często mówią o tym, że najważniejszy jest dla nich rozwój. Dzięki temu, że wiele projektów jest nowych, mamy do czynienia z naprawdę ciekawymi rozwiązaniami. Często są to projekty wielotechnologiczne, złożone, gwarantujące możliwość ciągłego kontaktu z innowacjami.

O jakich branżach mówimy? Specjalizujecie się w konkretnym obszarze?

- Wachlarz branż, dla których tworzą rozwiązania nasi programiści jest dość szeroki. Zajmujemy się na przykład, branżą finansową – głównie analityką i bankowością, sektorem turystycznym - tutaj w grę wchodzą rozwiązania B2B w zakresie rezerwacji usług , czy online supermarket services – mówimy tu o właściwie wszystkich technologiach. Wybór jest ogromny, co jest plusem zwłaszcza w momencie, kiedy ktoś decyduje się na przejście z projektu do projektu. Nie narzucamy sztywnych podziałów, jeśli ktoś chce zmienić to, czym zajmuje się na co dzień, nie musi rozglądać się za inną pracą. Staramy się inspirować i zapewniamy każdemu pracownikowi takie zadania, które będzie realizował z pasją i w których będzie czuł się komfortowo.

Co dzieje się z pracownikiem po zakończeniu projektu?

- Zapewniamy pełne bezpieczeństwo w projektach i po ich zakończeniu. Najważniejsze jest, by nie przerzucać stresu z tym związanego na specjalistę. Jeśli ktoś czeka na kolejne zadania, może w tym czasie szlifować umiejętności związane ze swoją wiodącą technologią, albo dokształcać się w innych. I jest przy tym bezpieczny finansowo – oferta początkowa, na warunkach której był zatrudniany, nie zmienia się w takim momencie, nie ma mowy o obniżaniu wynagrodzenia. Najważniejsze w DataArt jest ludzkie podejście – słuchamy pracowników i jesteśmy w stanie zapewniać im komfortowe warunki bez szkody dla projektów. Dzięki temu liczba osób pracujących u nas ciągle rośnie – najlepszym dowodem na to jest fakt, że biuro rozrasta się o kolejne piętra. Rozwijamy się stabilnie i dynamicznie.

DataArt funkcjonuje w rozproszonej strukturze, czy to wpływa w jakiś sposób na to, jak pracuje się na co dzień?

- Nie odczuwa się u nas „powiewu zimnego korpo”, nie ma też mowy o pustych sloganach. Działamy w oparciu o płaską strukturę organizacyjną, co bardzo ułatwia indywidualne podejście do każdego pracownika i eliminuje wyścig szczurów. Uważam, że bardzo dobrze świadczy o nas fakt, że dbamy o work/life balance. Mamy zdrowe podejście do godzin pracy – po ustaleniu kluczowych kwestii z zespołem i klientem, można naprawdę elastycznie dopasować dzień pracy do codziennych obowiązków. Firma rozumie, że zdarzają się nieprzewidziane sytuacje - jeśli zachoruje dziecko lub zdarzy się coś nagłego – nie ma problemu. Dbamy o to, by łatwo było pogodzić pracę z tym, co jest ważne poza nią.

Wracając do kwestii rekrutacji – w jaki sposób dopasowujesz potencjalnego kandydata do projektu? Jak wygląda rozmowa o warunkach?

- Moim zdaniem, w skutecznej rekrutacji dla obu stron najważniejsze jest podejście podmiotowe. Jesteśmy firmą outsourcingową, ale nie zajmujemy się „wypożyczaniem” poszczególnych osób, oferujemy klientom kompletne zespoły. Kiedy znajduję kandydata, który idealnie nadaje się na jakieś stanowisko, staram się przede wszystkim zbudować szczerą relację, nie „sprzedaję” projektu za wszelką cenę. Zawsze stawiam sprawę jasno – uważam, że najważniejsze jest, by dopasować projekt czy technologię do osoby, z którą rozmawiam. Najważniejsze są relacje, znajomości – po to, by od samego początku dobrze się poczuć. Tak samo istotne jest to, by nie „porzucać” kandydatów, kiedy rekrutacja się kończy – bardzo często zdarza się, że rozmawiam z osobami, które w danym momencie nie zdecydowały się na pracę w oferowanym projekcie. Kiedy pojawia się oferta, która lepiej odpowiada ich zainteresowaniom i kwalifikacjom, daję im znać. Z osobami, które dołączyły do zespołów po rekrutacji przeprowadzonej przeze mnie również utrzymuję kontakt. To fajne znajomości – wspólna kawa czy lunch pozwala przy okazji zadbać o to, by te osoby cały czas czuły się w firmie dobrze.

Co oprócz ciekawych projektów przyciąga do DataArt nowych pracowników?

- Na pewno możemy pochwalić się doskonałą lokalizacją biura – działamy przy ulicy Tomasza Zana 39a, łatwo do nas dojechać z każdej części miasta. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, nasza propozycja jest jedną z lepszych na lokalnym rynku i mamy bardzo korzystne warunki współpracy w formie B2B. Zachęcają również dodatkowe benefity – mamy kursy języka angielskiego w małych, maksymalnie 6-osobowych grupach podzielonych ze względu na stopień zaawansowania, wynajmujemy sale dla entuzjastów gier zespołowych – siatkówki, koszykówki, piłki nożnej, stwarzamy okazje do integracji. Oferujemy również możliwość pracy z biur zlokalizowanych w innych krajach. Wyjazdy zagraniczne, kierunki podróży i ich częstotliwość zależy oczywiście od konkretnego projektu.