Co jest dla nas dobre i dlaczego powinniśmy dbać o wellbeing?

7 kwietnia
Mikhail Zavileyskiy, Global Organizational Development, DataArt
Co jest dla nas dobre i dlaczego powinniśmy dbać o wellbeing?

Dobrze jest czuć się dobrze. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Uważam, że nie powinniśmy się skupiać na tym, dlaczego chcemy czuć się lepiej i na ile poczucie komfortu może wpływać na produktywność. Prowadzimy interakcje w różnych okolicznościach, starając się osiągać cele, które nie zawsze korespondują z celami innych osób. Kiedy osiągamy to, co założyliśmy, czujemy się szczęśliwi. Ale dość szybko przekonujemy się również, że to radość na krótką metę i nie udało nam się osiągnąć ostatecznego, pełnego poczucia szczęścia. Łatwo dostrzec, dlaczego tak się dzieje: każdy w jakimś momencie osiągnie etap ostateczny, ten sam dla nas wszystkich: śmierć, którą trudno łączyć w jakikolwiek sposób z radością. Dlatego, kwestia dobrostanu, komfortu, czy jak jest to zręcznie wyrażone w języku angielskim wellbeing, zależy od tego, czy proces dążenia do celu sprawia ci radość, czy nie.

Do czego wellbeing potrzebny jest firmom?

Niektóre wspólnie podejmowane akcje są synergistyczne i są zdecydowanie przyjemne dla wszystkich uczestników. Za przykład weźmy miłą rozmowę z przyjaciółmi albo wspólne uprawianie sportu. Ale istnieją też aktywności asymetryczne, w których ludzie zaspokajają własne potrzeby kosztem innych. Ci pierwsi to osoby, które wygrywają i dominują. To integralna część ich życia i takie zachowania pojawiają się naturalnie, ponieważ tak zorganizowane są ludzkie “stada”. Przykładem takiego stada jest firma.

Gdy tworzyliśmy DataArt, szybko zaczęliśmy określać się jako grupa ludzi, którzy spotkali się, by zarabiać pieniądze. Jednocześnie zdefiniowaliśmy się także jako osoby, które dążą do tego, by nie krzywdzić i nie komplikować życia innym (albo starać się to robić w tak niewielkim stopniu, jak to możliwe). Właśnie dlatego od samego początku nie szanowaliśmy współpracowników, którzy chcieli spełniać się kosztem innych. Kierowaliśmy się tą zasadą zanim ktokolwiek używał pojęcia wellbeing. Mimo wszystko, trudno jest uniknąć i kompletnie zabronić przejawów agresji, poza tymi jawnymi. Firmy nie posługują się przecież szerokim wachlarzem narzędzi do zarządzania - kontrolują jedynie swoje aktywa i podejmują decyzje inwestycyjne. Dobrze jest inwestować w coś, co zadowala wszystkich, ale w miarę rozrastania się firmy staje się to coraz trudniejsze, aż wreszcie niemożliwe. W relatywnie dużej grupie osób, w której tylko część ludzi czuje się dobrze, łatwo o gniew innych.

Nawet zbadanie ile procent osób jest zadowolone, a ile nie, jest bardzo trudne. Tylko ludzie myślący w prosty sposób będą w stanie od razu odpowiedzieć “tak” lub “nie”. Inni mogą zastanawiać się, dlaczego pytasz. I czy może warto udawać, że się jest zadowolonym - na wszelki wypadek. Możesz pytać bez podtekstów, ale wśród setek lub tysięcy ludzi, zawsze znajdą się tacy, którzy sami umieszczą ten podtekst w pytaniu.

Co więc możemy zrobić? Możemy polegać na autorytatywnych osądach i ogólnodostępnym dyskursie. I właśnie dlatego interesuje nas pojęcie dobrego samopoczucia i stylu życia opartego na szczęściu.

Zakładamy, że są na świecie osoby, które swobodniej czują się w świecie nauk humanistycznych od nas, inżynierów. Możemy też mieć nadzieję, że podążanie za światowymi trendami jest bardziej przydatne niż szkodliwe. I, w końcu, coś na czym możemy polegać intuicyjnie - to, o czym wcześniej mówiliśmy w kontekście naszych osobistych przekonań, wreszcie stało się istotne w świecie zewnętrznym. Ze wszystkich reakcji na epidemię koronawirusa najbardziej podoba mi się: “Stosujemy się do rekomendacji WHO”. Dlatego, że nikt nie wpadł na opcję lepszą niż wsłuchanie się w opinie autorytetów. Zwłaszcza w naszym hałaśliwym świecie, w którym trudno, niestety, oddzielić informacje autentyczne od fake newsów.

Rozsądnym z punktu widzenia firmy jest zatem poświęcanie uwagi opiniom specjalistów, szczególnie jeśli coś stało się już globalnym trendem. Ci, którzy starają się myśleć o ludziach organicznie mają łatwiej. Ale w każdym wypadku, klucz do poczucia komfortu każdej osoby pozostaje w jej własnych rękach.

Dlaczego potrzebujemy wellbeing?

Przede wszystkim po to, nauczyć się poprawiać nasze samopoczucie. To fakt potwierdzony nie tylko przez naukowców, ale również moje własne doświadczenie. Jak wszystkie inne części życia, pozytywny nastrój może wynikać z kombinacji otaczających okoliczności lub być rezultatem systematycznej pracy nad sobą. Osiągnięty w ten drugi sposób jest, oczywiście, bardziej stabliny.

Wsłuchanie się w siebie i odkrywanie własnej sfery emocjonalnej jest bardzo użyteczne - można się “dostroić”, nauczyć się odczuwać więcej przyjemności i mniej stresować się potknięciami. Ale związane jest to z bardzo delikatnym obszarem, samoidentyfikacją. Wiele osób postrzega się holistycznie, jako niepodzielną całość. By chronić swoją tożsamość odmawiają udziału w aktywnościach wymagających głębokiej refleksji, eksperymentowania i ćwiczeń. Tendencja do trzymania się raz przyswojonej wiedzy kulturowej często prowadzi do nieproduktywnego zachowania i nieumiejętności korzystania z rad innych.

Mamy więc nieokreślone, duchowe “ja”, a do dyskusji o nim brakuje nam odpowiedniego słownika. Mamy też fizyczne “ja”, które rozumiemy o wiele bardziej. Do tego drugiego ludzie podchodzą jednak z większym niepokojem. Boją się, że kiedy stracą kończynę, przestaną być sobą. A tak naprawdę kompletnie zmieni się to, jak postrzegają rzeczywistość. Czy ludzie nadal są sobą, kiedy zmienia się poziom hormonów w ich ciele albo się starzeją? Uważam, że tak. I nikt nie zaprzeczy, że tego typu zmiany mają na nas ogromny wpływ. Moim zdaniem, najlepsze i najbardziej produktywne podejście wymaga rozluźnienia w stosunku do pojęcia własnej tożsamości podczas oceny faktów.

Zmiany w postrzeganiu świata są przerażające, bo wydają się być atakiem na ludzką wewnętrzną “esencję”. W takiej sytuacji bronisz swojego “ja” - zupełnej abstrakcji. By się rozwijać, zdecydowanie lepiej polegać na faktach - interakcji z ludźmi, tym, co nas otacza, ale nie własnej woli. Przed snem wybieram sobie zestaw myśli, który pomoże mi zasnąć. Coś empirycznego, nad czym nigdy wcześniej nie myślałem - i zasypiam. To fantastyczne! Kiedy wypiję zbyt wiele kawy, albo ktoś w internecie się myli (!!!), przenoszę swoją uwagę, by zasnąć oszczędzając czas i wysiłek.

img

Wellbeing w pracy

Te same proste praktyki pomagają zminimalizować niezadowolenie albo zmaksymalizować przyjemność płynącą z pracy. By osiągnąć taki efekt, stosuj zwyczajne, zdroworozsądkowe zasady. Moja ulubiona to: traktuj siebie tak, jak traktujesz innych. Jeśli podchodzisz do osób ze swojego otoczenia z uprzejmością i cierpliwością, tak samo podejdź do siebie.

Jeśli chcesz być lubiany, zachowuj się odpowiednio, czyli reaguj na podobne sytuacje w ten sam sposób. Kiedy zachowujesz się nieodpowiednio, czyli odpowiadasz na otaczające cię sytuacje nieprzewidywalnie, zależnie od twojego aktualnego nastroju, twój autorytet cierpi.

Jeżeli czujesz zmęczenie i nie jesteś dość silny, by coś osiągnąć, lepiej nie zabierać się za to zadanie w ogóle. Możesz jednak sięgnąć po proste czynności, które każdy nazywa po swojemu, na przykład rutynowe i regularne aktywności. Typowym rutynowym zadaniem jest zminimalizowanie oflagowanych maili w twojej skrzynce o połowę. W tym przypadku możesz pozwolić sobie na bycie odrobinę zachowawczym: wybierz najważniejsze wiadomości i odpowiedz na nie w pierwszej kolejności. Ze 100 maili bez odpowiedzi zostanie ci 50 i od razu poczujesz, że twoja praca nie była bezcelowa.

Tak naprawdę taka praca jest odrobinę bezużyteczna, ponieważ odpowiedź w stylu “Tak, tak, zróbmy to! Przepraszam, że odpowiadam tak późno.” nie oznacza, że wiele się zmieni. Ale autorzy tych maili poczują się lepiej: nie zostali przez ciebie zapomnieni, a ty przyznajesz się do błędu. Warto zdać sobie sprawę, że odpowiadając na te wiadomości, chowasz się odrobinę. I co z tego? Wyśpisz się albo zjesz, poczujesz napływ skupienia i zaczniesz zajmować się trudniejszymi obszarami.

Znając siebie, zawsze możesz stworzyć podejście, które pomoże ci, kiedy sytuacja zmusi cię do wykonania trudnej pracy w nienajlepszym stanie. Ale zdajemy sobie sprawę, że możemy to zrobić - na tym właśnie polega profesjonalizm. Kiedy byłem młodszy, ostatnią umiejętnością, którą traciłem będąc pod wpływem, było pisanie kodu. Podstawa twojej pracy, którą kontrolujesz cały czas za pomocą umysłu, towarzyszy ci dłużej niż umiejętność chodzenia w prostej linii albo jasnego wyrażania myśli. Nigdy nie czułem się więc zażenowany sprawdzając mój kod na kacu kolejnego poranka. Ale podejście wymagające kontroli umysłowej jest bardzo wyczerpujące - jeśli rozmawiamy o byciu pod wpływem - szybko wytrzeźwiejesz i zaczniesz cierpieć na ból głowy, ponieważ twoje ciało będzie próbowało wrócić do normalnej kondycji. Ale nawet bez alkoholu, najlepiej unikać zawodowej “odwagi”, organizując się w taki sposób, by nie musieć opuszczać swojej strefy komfortu.

Sortowanie zadań

Istnieje milion trików, które mogą sprawić, że poczujesz się lepiej. Jednym z nich jest poznanie własnych ograniczeń po to, by nie obiecywać rzeczy, których nie potrafisz zrobić. Albo nie zmuszać drugiej strony do stworzenia ci warunków, w których możesz pracować. Wiem na przykład, że potrafię napisać tekst na dany temat lub skierowany do konkretnej grupy czytelników, ale w przypadku, kiedy jestem poproszony o spekulacje na dowolny temat w formacie, który mam wybrać sam, nie zgadzam się na to. To nigdy nie działa. Ale na szczęście jestem tego świadomy.

Zadania sortuje nasz umysł: w jednym przypadku zadanie jest jasne - stwórz tekst, który podlega określonym warunkom. Jakość wykonania może być różna, ale jeśli wymyślisz, jak to zrobić, zazwyczaj zamknie się w skali pomiędzy “przyzwoity” a “dobry”. Zadanie wymagające czystego wyrażania siebie, powoduje, że znajdujemy się w niepokojącej rzeczywistości. Im dłużej żyjesz, tym bardziej przekonujesz się, że nic nie wiesz, a myślenie o tym potrafi paraliżować.

Lekkomyślność kontra perfekcjonizm

Możesz w ten sam sposób pogrywać z własnymi wymaganiami względem siebie. Możesz na przykład chcieć zrobić prezentację, zamykając się w pewnym terminie. Tak jak w programowaniu, musisz ustalić deadline i poświęcić na wykonanie zadania konkretną liczbę godzin. By ułatwić zadanie, możesz robić to taśmowo: tworzysz tezy (nieważne, co stanie się z nimi na końcu), przekładasz je na strukturę slajdów, wypełniasz slajdy treścią i zostaje ci doszlifowanie rezultatu. Ostatni etap powinien przebiegać partiami. Interakcia prelegenta z publicznością jest aktem metafizycznym, w którym nie pomoże nadmiarowe dopracowywanie tekstu. Oczywiście nie mówimy o prezentacji sprzedażowej, którą zamierzasz przeprowadzić 300 razy w ciągu roku na różnych wydarzeniach. Kiedy jesteś profesjonalnym prezenterem albo zajmujesz się sprzedażą, historia powinna naturalnie wypływać z twoich ust - warto podejść do tematu w ten sposób, ponieważ w konsekwencji łatwiej będzie ci występować. To jak reklama, której realizacja pochłania miliony dolarów, dlatego że będzie oglądana dziesiątki milionów razy. Zwiększone koszty przygotowania nie wpłyną na ostateczny koszt po stronie firmy, dopracowywanie produktu jest więc kwestią rozsądku.

Jeśli liczysz na stworzenie produktu, który będzie oglądany w kółko albo piszesz tekst, który ma przetrwać wieki, zajmij się jakością szczególnie starannie. Kiedy pracujesz nad czymś, co jest z założenia jednorazowe, podejdź do wyniku z pewną pobłażliwością. Rezultat nie musi być perfekcyjny, ale wciąż, musisz się przygotować. Szlifuj prezentację tylko do koniecznego poziomu. Takie racjonalne podejście do wykonywanych zadań - jak silny efekt chcesz osiągnąć, pozwala ci dawkować perfekcjonizm i zarządzać samooceną, które niewątpliwie mają ogromny wpływ na poczucie dobrostanu. Oczywiście nie odnosi się to tylko do wystąpień publicznych. Bycie uprzejmym wobec siebie samego jest istotne. Kiedy to opanujesz, wzmocnisz także swoją uprzejmość wobec innych.

Będąc wobec siebie protekcjonalni, ryzykujemy, że będziemy postrzegani jako osoby niepoważne. Obserwując ludzi, doszedłem jednak do wniosku, że niepoważni są generalnie szczęśliwsi. Znam wielu ludzi, którzy łączą w sobie talent i lekkomyślność - są w życiu dość pewni i czują się dobrze, zarażając swoim nastawieniem innych. Tak, nie zarabiają tyle, ile mogliby zarabiać i - tak - czasami ktoś musi po nich posprzątać. Ale sprzątanie po nich nie jest tak nieprzyjemne, jak po osobach, które bałaganią i jednocześnie źle na ciebie wpływają. Na normalnym poziomie wydajności (to oczywiście ważne!), czują się lepiej niż osoby przytłoczone wewnętrznymi obowiązkami i trudnymi emocjami.

Obszar odpowiedzialności

Po pochwale braku powagi powinniśmy określić odpowiednią dla niej sferę. Jest dla niej miejsce poza obszarem zawodowym, kiedy uważasz się za eksperta w jakiejś dziedzinie i twierdzisz, że wiesz więcej od innych. Może nie od wszystkich ludzi na świecie, ale więcej niż grupa z którą masz w danym momencie do czynienia. I jeśli to wiedza, jak coś zrobić, podejdź do tego serio. Kiedy unikasz powagi, nikt inny nie podejdzie do kwestii poważnie i lekkomyślność przeniesiesz na całą grupę. We wszystkich innych obszarach nie warto przeceniać swoich opinii albo myśli, które przekazujesz w trakcie rozmowy. Jeśli założysz, że ludzie w twoim otoczeniu nie są z gruntu głupi, pozwoli ci to odetchnąć.

W firmie rządzi kultura inżynierów, w której poświęcenie i perfekcjonizm są niezbędne na pewnym etapie rozwoju zawodowego. Nie nauczysz się, jak wykonywać swoją pracę, jeśli nie dążysz do osiągnięcia konkretnej umiejętności. Prawdziwą sztuką jest także zachowanie profesjonalizmu i lekkiego podejścia do sfer pozazawodowych. I tu pojawia się nowa kwestia - jak odróżnić sfery, w których naprawdę jesteś ekspertem, od tych w których ekspertami są inni.

Uczucia często nas oszukują. Jeśli jesteś doświadczoną osobą, możesz w ramach nawyku wtrącać doniosłe opinie, czując się pewnie w swoich racjach. Znam to uczucie, ale zanim się odezwę, staram się przejrzeć źródła na potwierdzenie swojej wiedzy (tak jak z artykułami naukowymi, które od tych pseudonaukowych odróżnia odwołanie do źródeł). Jestem bardziej pewny, kiedy wiem, że źródła, na które się powołuję zostały przeze mnie sprawdzone, przedyskutowane z kompetentnymi osobami lub co najmniej potwierdzone praktyką. Wtedy mogę być poważny i naciskać na jakiś pogląd. Kiedy nie umiesz udowodnić swoich racji, dzieje się to prawdopodobnie dlatego, że twój mózg stara się cię popchnąć do bycia zwierzęciem społeczno-politycznym.

Jeśli nie jesteś w stanie jasno i logicznie wyjaśnić dlaczego twoje pomysły są lepsze od innych, opłaca się pozwolić innej osobie zaimplementować jej plan. I wspierać go, zwiększając szanse na sukces. Kiedy używasz abstrakcyjnych pojęć lub wyrażasz ogólne obawy, najprawdopodobniej grasz w społeczną grę. Takie pogrywanie jest dla innych źródłem stresu. Nikt na tym nie korzysta, a taka sytuacja przyniesie krótkoterminową satysfakcję również tobie.

Problemy wynikające z płaskiej struktury

Myśląc o tym, jak powinna wyglądać nasza firma, sformułowaliśmy zasady, które odrzucają autorytatywne przywództwo. Ale ludzkie podejście ma też swoje minusy. Powiedzmy, że czasami cierpimy w kwestii kontroli tłumu: wiele osób zbiera się, by dyskutować o różnych kwestiach, a najczęściej wynikiem takich dyskusji jest zachowawcze utrzymanie obecnego stanu w jakimś obszarze i pozostanie na średnim poziomie. I nie jest to często poziom wybitny.

Moim zdaniem, przede wszystkim trzeba zdać sobie sprawę, że to naturalne i należy o tym rozmawiać. Możesz po prostu poprosić współpracownika, by nieświadomie nie grał w tę społeczną grę albo zebrać arsenał trików, które pomogą ci sobie z tym radzić. Zdecydowanie łatwiej się żyje, kiedy nie wyprowadzają cię z równowagi naturalne zjawiska i reakcje.

I tu dochodzimy do kwestii wellbeing w pracy. Moim ostatnim odkryciem w obszarze dobrostanu jest to, że można zaakceptować coś bez konieczności przechodzenia przez wszystkie etapy akceptacji nieuniknionego: zaprzeczenie, gniew, pertraktacje i depresję. Istnieją w życiu rzeczy, które należy z miejsca zaakceptować: płaczące dziecko w samolocie, zła pogoda albo wymagania klienta w kwestii bezpieczeństwa, które uważasz za bezsensowne. Wszystko, czego nie jesteśmy gotowi zmienić, powinno sprowadzać się do zaakceptowania reguł gry. Dzięki temu nie nadwyrężasz swojej mentalnej siły.

Wiele osób się ze mną nie zgodzi: “Jak możesz tak mówić. Jeśli z miejsca akceptujesz to, co nieuniknione świat staje się gorszy!”. Wielu rycerzy poszukiwało Świętego Graala, a wiatraki wciąż stoją na miejscach. Jeśli maksimum tego, co możesz zrobić w danej sytuacji to jedynie zniekształcenie powierzchni, pod którą kryją się istotne sprawy, nie warto się wysilać.

***

Portos mawiał, że walczy po to, by walczyć. Tak naprawdę miał powody, by walczyć, ale nie chciał się nimi dzielić. My, ludzie, też tak mamy - jeśli zrozumiesz swoje motywacje, może się okazać, że nie są one tak istotne. Uczucia, które zmuszają cię do walki można kontrolować: mamy mózg, umysł i zdolność mowy, które pozwalają nam myśleć, przechowywać wiedzę, programować emocje poprzez refleksję i nasze własne postępowanie. Jeszcze lepszą strategią kontroli jest podążanie za rekomendacjami specjalistów. Nie jestem psychologiem, ale pole do szukania odpowiednich technik jest szeroko otwarte.